staram się raczej nie robić wpisów o przepisach, ale tu musiałam (chciałam) zrobić wyjątek
zawsze na myśl o zupie rybnej miałam niemiłe skojarzenia, wyobrażałam sobie wywar robiony na kościach (ościach) i głowach ryb... a fuuu
jednak któregoś razu ciocia poczęstowała mnie zupą z tuńczyka. pierwszą łyżkę zjadłam niechętnie, ale w ostateczności później dolewałam sobie jeszcze dwie dokładki :)
przepis na zupę jest dość prosty (odtworzyłam go z pamięci), choć nigdzie w necie go nie znalazłam, dlatego właśnie umieszczę go tu:
składniki:
pół selera
2-3 marchewki
1 pietruszka
1-2 cebule
1 papryka czerwona
2 puszki tuńczyka
przecier pomidorowy
plasterek cytryny
przyprawy: sól, pieprz i inne wg uznania
2-3 łyżki oleju
wykonanie:
wszystkie warzywa wystarczy umyć, pokroić w kostkę i podsmażyć, najlepiej w dużym garnku, bo później całość zalewa się wogą (ok 2-4 litrów, w zależności od wielkości garnka i zamierzonej gęstości zupy), zagotować, dodać tuńczyka (łosoś też pasuje), zagotować, dodać przecier, przyprawić i wrzucić plasterek cytryny, znów doprowadzić do wrzenia i już :)
całość wygląda tak:
smacznego!
środa, 1 lutego 2012
czwartek, 26 stycznia 2012
zmiany
Autor: Her-Batka o 19:29 Etykiety: Esencja z Her-Batki 0 komentarze
hm... w związku z tym,że już mężczyzna (Anglik) został aresztowany za przestępstwo internetowe, jakim było udostępnianie linków na swojej stronie, ale nie przez niego, lecz przez osoby odwiedzające jego stronę.... oraz wieloma innymi zmianami wprowadzanymi po podpisaniu ACTA wprowadziłam kilka zmian na swoim blogu
Ci którzy od dawna znają Her-batkę pewnie szybko się zorientują, ponieważ usunęłam wszystkie linki, zdjęcia i filmy, w związku z czym kilku wpisów nie ma wcale, a niektóre zmieniły całkowicie swój sens....
przepraszam wszystkich tych, którym skasowane informacje mogły się przydać
Ci którzy od dawna znają Her-batkę pewnie szybko się zorientują, ponieważ usunęłam wszystkie linki, zdjęcia i filmy, w związku z czym kilku wpisów nie ma wcale, a niektóre zmieniły całkowicie swój sens....
przepraszam wszystkich tych, którym skasowane informacje mogły się przydać
niedziela, 22 stycznia 2012
śmierć internetu
Autor: Her-Batka o 19:52 Etykiety: Esencja z Her-Batki 0 komentarzecóż postały pomysły o nazwie SOPA, PIPA, ACTA..
teoria jest taka,że internet ma być bezpieczny, a konsekwencje są wręcz odwrotne
Ci, którzy umieszczają filmy, prowadzą strony, czy blogi w internecie oraz cała rzesza informatyków, hakerów i internautów, osób zarabiających przez internet, jak i w inny sposób korzystający z tej sieci są z tych pomysłów (delikatnie mówiąc) nie zadowoleni
dlaczego? bo to co było dla nas do tej pory wydawało się normalne, czyli rozsyłanie linków, udostępnianie filmów i zdjęć, oraz cytowanie innych, sprawiało nam to wiele radości, powodowało,że informacje szybko obiegały cały świat i stało się tak powszechne,że filmy z you tube pojawiały się w wiadomościach, filmach, czy serialach, a popularne portale społecznościowe stały się elementami m.in. reklam będzie teraz niemożliwe
prosty przykład: korzystaliśmy ze strony pt. twoje seriale, gdzie była duża wideoteka, korzystaliśmy z niej od czasu do czasu, przy posiłkach lub dla relaksu. w środę znalazłam sobie serial, który bardzo przypadł mi do gustu, oglądałam go jeszcze w czwartek, bo w piątek był już zablokowany, więc znalazłam sobie inny, ale nie obejrzałam wielu odcinków, bo się okazało, że w sobotę na portalu nie ma już żadnych seriali, wszystkie stały się niedostępne, a to wynik zamknięcia megawideo i wideozer
dla mnie to był pierwszy taki element, który zaczął mi przeszkadzać, a to namiastka tego, co wejdzie po podpisaniu ACTA, wtedy już nawet skrzynka e-mail będzie mogła być podstawą do wystawienia grzywny, czy wsadzenia za kratki...wydaje mi się, że pomimo powszechności dostępu do internetu (komórki, wi-fi itp)
to jednak dużo zmieni się w korzystaniu z tej sieci. ciekawa jestem dalszych konsekwencji, tego co nowego się pojawi w zastępstwo internetu, bo chyba do wysyłania listów pocztą raczej nie wrócimy :)
poniedziałek, 9 stycznia 2012
wspomnienia
Autor: Her-Batka o 17:23 Etykiety: Esencja z Her-Batki 2 komentarze
dziś byłyby 51. urodziny mojej kochanej M.
razem lubiłyśmy słuchać jednego zespołu, zwłaszcza kawałków Republiki.
gdzieś w szufladzie mamy stare winyle Republiki jeszcze z czasów mojej M.
lubię wspomnienia przywoływane przez ulubione piosenki...
razem lubiłyśmy słuchać jednego zespołu, zwłaszcza kawałków Republiki.
gdzieś w szufladzie mamy stare winyle Republiki jeszcze z czasów mojej M.
lubię wspomnienia przywoływane przez ulubione piosenki...
niedziela, 8 stycznia 2012
Niekryminalnie na faktach
Autor: Her-Batka o 16:13 0 komentarze
zaatakowała mnie raczej w dzień, ale
była niewidoczna, a jej skutki odczułam dopiero w nocy, gdy zaczęło
mnie drapać w gardle. myślałam,że to przez suche powietrze, więc
wstała, napiłam się wody ale niestety było jeszcze gorzej, bo
mięśnie zaczęły mnie boleć, wiec zaaplikowałam sobie środki
podstawowe (to nie była setka wódki z pieprzem), by szybko uwolnić gardło, bo jak to mi się uda, to zresztą bólu też sobie poradzę.
niestety uwolnić gardło nie jest tak łatwo, bo ten ścisk szybko
powraca, zazwyczaj po kilku godzinach utajenia. najgorsza była
kolejna noc, bo mięśnie zostały tak zainfekowane nią,że budziłam się co 15 minut. noc koszmar, co się znośnie ułożyłam do snu, to
znów ból powracał w zwielokrotnionej sile. odwracałam się z boku
na bok i z góry na dół. po takiej nocy, gdy tylko mogłam wstać i
zaaplikować już mocniejsze środki, to się ucieszyłam, ale i tak
na niewiele się zdały, wciąż wszystko mnie bolało, począwszy od
stawów, a skończywszy na oczach i włosach. po kilkudziesięciu
godzinach wzięłam pierwszego przeciwbólowa i poczułam się błogo,
przestało boleć i w końcu zasnęłam. ponoć sen działa leczniczo,
ale nie w moim przypadku. rano obudziłam się z wszystkimi
poprzednimi objawami, więc dalej aplikuję dawkę medykamentów wzbogaconą o herbatę z imbiru, którą popijam czosnkowe mini
kanapeczki. powtórka z rozrywki, znów wszystko boli, ciężko się
siedzi, jeszcze gorzej chodzi, prawie nic nie jem, bo bardzo ciężko
jest upchnąć coś pomiędzy wielkie migdały (te w gardle). mijają
tak kolejne 2 dni i niby już lepiej, niby już się nie skrzeczy
tylko mówi, aż tu nagle zaczęła się lawina. nagle wszystkie
gile, kozy, gluty i inne rogacze jakby się zmówiły i chcą naraz
się wydostać, a niestety, przepustowość jest ograniczona, więc
męczę się z tym kolejne 3 dni. jak nie zdążę czegoś nosem
wypuścić, to schodzi to niżej i zalega, drażni, przeszkadza
oddychać i zmusza do kaszlu, więc kaszle, smarkam dotąd, aż
wszystkich nie uwolnię. najgorsze jest to,że jak ona mi trochę
odpuści, to przechodzi na kogoś innego, zazwyczaj kogoś mi
bliskiego i tak samo go męczy.. niewyobrażalne okrucieństwo,
które odbiera chęci do wszystkiego i niszczy wszystkie plany. tak
moim wrogiem jest grypa.
oto bohaterki ostatnich dni:
kanapki z czosnkiem i nie tylko:
i wcześniej wspomniana herbatka imbirowa:
niedziela, 1 stycznia 2012
Sylwester 2011/2012
Autor: Her-Batka o 18:53 Etykiety: Esencja z Her-Batki 0 komentarze
Po raz pierwszy w Sylwestra udało nam się razem z Panem Kfk'ą oglądać sztuczne ognie organizowane przez miasto.
Zaobserwowaliśmy rażące różnice:
Swoją obecnością zaskoczyła i zaszczyciła nas sama pani burmistrz Hazel McCallion i nawet weszła na scenę i tańczyła :)
Wszystkiego dobrego w Nowym Roku 2012!
Zaobserwowaliśmy rażące różnice:
- tu wszyscy byli trzeźwi i zamiast z wódką, to chodzili z kawą
- sylwester na placu był uroczystością rodzinną, tzn. było bardzo dużo małych dzieci, trochę podobnie jak na naszym festynie
- zaraz po sztucznych ogniach wszyscy się rozeszli do domu
Swoją obecnością zaskoczyła i zaszczyciła nas sama pani burmistrz Hazel McCallion i nawet weszła na scenę i tańczyła :)
Wszystkiego dobrego w Nowym Roku 2012!
sobota, 31 grudnia 2011
drinki sylwestrowe
Autor: Her-Batka o 18:54 Etykiety: Esencja z Her-Batki 0 komentarzeno i już po raz 24 doczekałam się ostatniego dnia w roku :)
ten dzień jest zazwyczaj kojarzony z duuuuuużymi ilościami alkoholu (piwa, wódki, szampany i inne wina), ja stanowczo upodobałam sobie goszczenie się przy drinkach, w szczególności z martini
w tym roku, z racji pobytu w Kanadzie będzie ciut inaczej, tu do sklepu monopolowego jest dość daleko, ponieważ nie jest on tak dostępny jak w Polsce, w każdym spożywczaku. alkohol kupuje się tylko w lcbo
w konsekwencji będziemy wykorzystywać, to co do tej pory zgromadziliśmy :)
ciekawą formą podania alkoholu jest galaretka :)
w necie jest sporo przepisów, w których ze standardowego przepisu na galaretkę owocową należy ująć około 100ml wody i zamienić je na 100ml wódeczki. takie cudeńko można podać każdemu w szklaneczce, albo pokrojone w kosteczkę i podać w misce.
jednak bardziej mi przypadł do gustu pomysł, który zaproponował gość pewnego programu telewizji kulinarnej, ale jest on znacznie mocniejszy. pan do zrobienia deseru wykorzystał butelkę szampana, butelkę wina (ważne by były o wyraźnie innych kolorach) i żelatynę. całość polegała na rozpuszczeniu żelatyny, połączeniu jej z alkoholami w osobnych pojemnikach, np. w dzbankach. gdy to już jest gotowe, to można przyszykować kieliszki, najlepiej takie do martini, i wlać do nich po równo zawartości jednego z dzbanków, odłożyć do lodówki, by zastygło, później dolać zawartości tego drugiego dzbanka i czynności powtarzać do wyczerpania zawartości dzbanków. w konsekwencji powstaje dwukolorowa galaretka, której spożycie gwarantuje poprawę humoru, tzn są bardzo mocne :) oczywiście podobne kombinacje można robić z większą ilością barwnych alkoholi uzyskując jeszcze więcej pełnych pyszności kieliszków
zastanawiam się nad efektem zamiany gotowego drinka w galaretkę, uzyskując w jednym kieliszku np kompozycje z malibu, martini, wściekłego psa i jeszcze innych, albo galaretka, która zaczyna sie od piwa, później przechodzi w drinka, a kończy się szampanem..
domyślam się,że efekt końcowy może też być wybuchowy, ale przecież to sylwester i większość osób miesza wszystko, co się da :)
życzę udanej zabawy sylwestrowej i szczęśliwego Nowego Roku!
Subskrybuj:
Posty (Atom)






