sobota, 31 grudnia 2011

drinki sylwestrowe

0 komentarze
no i już po raz 24 doczekałam się ostatniego dnia w roku :)
ten dzień jest zazwyczaj kojarzony z duuuuuużymi ilościami alkoholu (piwa, wódki, szampany i inne wina), ja stanowczo upodobałam sobie goszczenie się przy drinkach, w szczególności z martini
w tym roku, z racji pobytu w Kanadzie będzie ciut inaczej, tu do sklepu monopolowego jest dość daleko, ponieważ nie jest on tak dostępny jak w Polsce, w każdym spożywczaku. alkohol kupuje się tylko w lcbo


w konsekwencji będziemy wykorzystywać, to co do tej pory zgromadziliśmy :)

ciekawą formą podania alkoholu jest galaretka :)
w necie jest sporo przepisów, w których ze standardowego przepisu na galaretkę owocową  należy ująć około 100ml wody i zamienić je na 100ml wódeczki. takie cudeńko można podać każdemu w szklaneczce, albo pokrojone w kosteczkę i podać w misce.
jednak bardziej mi przypadł do gustu pomysł, który zaproponował gość pewnego programu telewizji kulinarnej, ale jest on znacznie mocniejszy. pan do zrobienia deseru wykorzystał butelkę szampana, butelkę wina (ważne by były o wyraźnie innych kolorach) i żelatynę. całość polegała na rozpuszczeniu żelatyny, połączeniu jej z alkoholami w osobnych pojemnikach, np. w dzbankach. gdy to już jest gotowe, to można przyszykować kieliszki, najlepiej takie do martini, i wlać do nich po równo zawartości jednego z dzbanków, odłożyć do lodówki, by zastygło, później dolać zawartości tego drugiego dzbanka i czynności powtarzać do wyczerpania zawartości dzbanków. w konsekwencji powstaje dwukolorowa galaretka, której spożycie gwarantuje poprawę humoru, tzn są bardzo mocne :) oczywiście podobne kombinacje można robić z większą ilością barwnych alkoholi uzyskując jeszcze więcej pełnych pyszności kieliszków

zastanawiam się nad efektem zamiany gotowego drinka w galaretkę, uzyskując  w jednym kieliszku np kompozycje z malibu, martini, wściekłego psa i jeszcze innych, albo galaretka, która zaczyna sie od piwa, później przechodzi w drinka, a kończy się szampanem..
domyślam się,że efekt końcowy może też być wybuchowy, ale przecież to sylwester i większość osób miesza wszystko, co się da :)



życzę udanej zabawy sylwestrowej i szczęśliwego Nowego Roku!

środa, 28 grudnia 2011

czekoladowe kule

0 komentarze
w tym roku głównym mój przydział w przygotowaniach świątecznych polegał na upieczeniu ciast i ciasteczek. trochę mnie poniosło, bo zrobiłam cynamonowe gwiazdeczki, świąteczne babeczki, sernik w murzynku, 2 blaszki keksa i czekoladowe kule, które w pierwowzorze były prostokątne, ale dla mnie było zbytnim utrudnieniem pieczenie ich według przepisu. znacznie wygodniej było mi zrobić kulki, które upiekłam na blaszce posmarowanej olejem. pod wpływem temperatury kulki znacznie się rozrosły i wyglądały tak:


jak dla mnie wyglądały jeszcze zbyt mało interesująco, dlatego zamoczyłam je w gorącej czekoladzie i ponabijałam na mandarynkę, efekt końcowy:



według mnie ciasteczka w takiej formie są łatwiejsze w przyrządzenie i zjedzeniu. a forma podania robi wrażenie  :)

poniedziałek, 19 grudnia 2011

mieszanka chińsko-polska w Kanadzie

3 komentarze
w poprzednim poście skrytykowałam świństwa, które są dodawane do chińskich dań, które same w sobie wzbudzają często dużą ciekawość.
mnie też zainteresowały te chińskie pierożki gotowane na parze, ale zrobiłam je w spolszczonej wersji, tzn bez żadnych sosów rybnych czy sojowych. produkcja pierożków odbywała się w Kanadzie, stąd tytuł wpisu :)

ciasto do pierożków oczywiście powstało z połączenia mąki (2 szklanki) i wody (1/4 - 1/2 litra wody)

nadzieniem było bardzo wiele składników, m.in pieczony kurczak, papryka czerwona, cebula, czosnek, kiełki, przyprawione sokiem z limonki, solą, ostrą papryką chili w proszku i ziołami (rozmaryn, tymianek, bazylia), całość została zmiksowana, jednak okazało się, że jest to za rzadkie, więc odparowałam wodę poprzez podgrzewanie na patelni

farsz z ciastem łączyłam w różnych kompozycjach, na początku formowałam z ciasta kulki, które rozwałkowywałam i z tego powstawały mi sakiewki, jednak okazało się,że zbyt dużo ciasta jest w takiej sakiewce, więc zmieniłam taktykę. zaczęłam rozwałkowywać większe porcje ciasta, kroić je w kwadraty i sklejać w niby piramidki

gotowanie na parze trwało 15 minut

 a wyglądało to tak:

to zielone na talerzu to guacamole, bo w tradycyjnej wersji pierożki moczy się w sosie chyba z  octu balsamicznego, ale mi ten pomysł nie odpowiadał, więc zrobiłam sos z tego, co znalazłam w lodówce, równie dobrze pasowałby sos paprykowy
 było pyszne i bardzo sycące, polecam!
w razie pytań i wątpliwości, z chęcią pomogę je rozwikłać :)

czwartek, 15 grudnia 2011

Witaminka u Chińczyka

0 komentarze
Chińska kuchnia rozpowszechniła się już na całym świecie. Są nam znane nie tylko jako zupki chińskie z Radomia, ale również pierożki gotowane na parze, smażone niby krokieciki (sajgonki), makarony z warzywami i wiele innych potraw uczących bogactwa smaku jakie dają połączenia ryb, mięs, warzyw, makaronów czy ryżu z sosami, które w polskiej kuchni do tej pory były obce. Dla niektórych takie potrawy są wspaniałą alternatywą dla schabowego z kapustą, ale jest też wiele osób, które mają negatywne zdanie na ten temat. Wiadomo,że każdy z nas ma inny gust, inne rzeczy nam smakują, ale czy są inne powodu dla których nie powinniśmy spożywać chińszczyzny? Czy coś nas powinno niepokoić w takiej diecie?

Chińczycy i zwolennicy ich diety zachęcali nas do spróbowania tej diety mówiąc, że jest zdrowa, bo śmiertelność w Chinach na nowotwory była bardzo niska. Duże znaczenie dla zachorowalności na tą chorobę ma to, co jemy. Eksperci uważają, że pożywienie może być odpowiedzialne nawet w 90 % za rozwój  raka  prostaty, piersi, trzustki i jelita grubego. Niektórzy wykazują także związek między dietą a rakiem płuc. Teorię zdają się potwierdzać statystyki: porównanie zachorowania na raka prostaty z Ameryce i Chinach - w 2002 roku w Chinach raka prostaty zdiagnozowano 5 przypadków na 500 000 mężczyzn, podczas gdy w Stanach na tą samą liczbę przypadało aż 600 zachorowań. To aż 75 razy więcej! (Parkin 2005)




Nikt nie chce mieć raka. Jednak trzeba też wziąć pod uwagę,że jedzenie to nie wszystko, bo środowisko i styl życia, czynniki genetyczne, urbanizacja, zanieczyszczenia są nie bez znaczenia. Dlatego właśnie Chińczycy, którzy zamieszkali w Ameryce Północnej mają znacznie wyższą zachorowalność na nowotwory.
Na pewno nie podlega wątpliwości,że jedzenie warzyw, ryb, owoców morza, glonów, produktów bogatych w błonnik, a także małe ilości soi, będące podstawą kuchni w Chinach są zdrowe /swoją drogą ja nie ufam soi i staram się jej w ogóle nie spożywać/. Chciałam się jednak przyczepić do dodatków i poprawiaczy smaku, jakie są powszechnie stosowane w kuchni Azjatyckiej. Wiadomo, że wszystkie gotowe sosy (osobiście ich unikam) zawierają konserwanty, ale gdy usłyszałam, że glutaminian sodu jest nazywany przez chińskiego kucharza witaminką, to się we mnie zagotowało.
To właśnie dodatek glutaminianu sodu odpowiada za tzw. syndrom kuchni chińskiej, ponieważ jest tam uważany za Aji-no-moto czyli "istotę smaku", a w rzeczywistości jest narkotykiem.
Cechy glutaminianu sodu:
  • znany także jako MSG lub E621
  • jest wykorzystywany jako substancja wzmacniający smak 
  • nadaje żywności charakterystyczny smak zwany ‘umami', który został określony przez naukowców jako piaty podstawowy smak obok słodkiego, kwaśnego, słonego i gorzkiego
  • jest obecny w większości naturalnych produktów spożywczych takich jak mięso, drób, owoce morza, warzywa i mleko (naturalnie wolny glutaminian sodu występuje na ogół w ilościach nie większych niż 0,1 g/100 g w produktach spożywczych. Jednak w takich produktach jak pomidory czy sery może go być nawet od 0,25-0,6 g/100 g. W celu wzmocnienia smaku dodaje się go w ilościach 0,2-0,8 g/100 g produktu)
  • wywołuje „tylko” sztuczny apetyt, zakłócając funkcjonowanie rdzenia mózgowego, który (układ limbiczny) reguluje podstawowe funkcje naszego ciała a także odczucia a zatem i poczucie głodu
  • poprzez wpływanie na układ limbiczny glutaminian powoduje nadmierne pocenie się, reakcje stresowe jak bóle żołądka, podwyższone ciśnienie krwi, kołatanie serca oraz migreny
  • udowodniono również kluczowy wpływ MSG na „epidemię” otyłości wśród dzieci i młodzieży w USA (obecnie także w Europie)
  • percepcja zmysłowa oraz zdolność uczenia się i koncentracji po konsumpcji glutaminianu jest wyraźnie ograniczona przez kilka godzin
  • potrafi latami się odkładać a jego szkodliwość objawia się z opóźnieniem (Prof. Dr. Hiroshi Ohguro)
  • badania Dr. Russella Blaylock’a dowiodły, że komórki nowotworowe, do których dostarczane jest MSG (także Aspartam), wykazują wzmożoną aktywność do rozprzestrzeniania się w organizmie i tworzenia przerzutów
Glutaminian sodu występuje nie tylko w chińskich barach, gdzie znajduje swoje miejsce zaraz obok soli  czy pieprzu, ale także w:
  • zupach instant,gotowych daniach, np gorący kubek, 
  • jest dodatkiem prawie każdej przyprawy, np curry, mieszanek przyprawowych, kostek, czy bulionów 
  • w konserwach rybnych
  • w prawie każdym produkcie, który po rozrobieniu posiada intensywny smak i zapach, czyli np chipsach, kostkach rosołowych, mieszankach przyprawowych      
Osobiście staram się jeść zdrowo i unikać gotowców, a chińszczyznę robię sobie sama, dzięki czemu uzyskuje jeszcze bardziej oryginalny smak. Wiem, że glutaminian sodu jest jednym z wielu szkodliwych dodatków do żywności i wszystkich ich nie uniknę, ale przynajmniej staram się świadomie nie dosypywać sobie trucizny mówiąc, jakie to pyszniutkie, bo przecież jesteśmy, tym co jemy :)

czwartek, 8 grudnia 2011

w oczekiwaniu na zielone

0 komentarze


jak czekaliśmy na zielone światło zrobiłam kilka fotek, które mogą być ciekawe zwłaszcza dla mężczyzn: